Strona głównapunkcikRecenzjepunkcikWspółpracapunkcikWszystko inne

sobota, 17 maja 2014

Recenzja: Olejek arganowy

100% kosmetyczny olej arganowy  tłoczony na zimno

Opakowanie: Zwyczajna buteleczka, różni się tylko w zależności od pojemności (większa pojemność, jest w szklanej i ciemnej buteleczce..)

Zapach: haha no to nie jest plus tego olejku, bo zapach jest naprawdę mało o ile w ogóle atrakcyjny.. Nie będę pisała moich skojarzeń... Hahaha aczkolwiek nie jestem sama jeśli chodzi o skojarzenia z związane z zapachem. Na szczęście nie utrzymuje się na włosach - bo właściwie tylko do włosów go stosuję..

Konsystencja: Taka jak na olejek przystało, dość płynna, dobrze się wchłania we włosy. Bardzo ekonomiczny - stosuję po każdym myciu na końcówki od paru miesięcy i nawet połowa nie ubyła ;)

Działanie: Z racji, że już długo z niego korzystam, mogę przyznać, że działanie jest bardzo dobre. Włosy mi się mniej rozdwajają :) co mnie bardzo cieszy:) 


Opinia: Mimo zapachu jestem BARDZO zadowolona z efektów na moich włosach (końcówkach), w ostatnim czasie po dość dużej ilości zabiegów (rozjaśnianie) na moich włosach ten olejek sprawdza się świetnie :)

Ocena: 5/5

czwartek, 15 maja 2014

Trochę prywaty, czyli jak spędziłam weekend majowy!

Moja przerwa w prowadzeniu spowodowana była w dużej mierze wyjazdem do Kępna (TŻ) na weekend majowy. A potem przez tydzień nie umiałam wrócić do standardowego trybu życia hehe, w sumie zawsze po powrocie z Kępna nie umiem w domu normalnie funkcjonować:>

Przejdę do konkretów.
Weekend spędziłam u swojego TŻ, mimo niekorzystnej aury było bardzo aktywnie. Codzienne treningi z moim trenerem personalnym - to lubię! :)

Przy okazji konkursu w jakim wzięłam udział na sfd.pl potrzebowałam zdjęcia, stąd mam dość obszerną fotorelacje z jednego treningu :D hehe  Czyli CrossFit power ! :D










I żeby nie było, że przez cały weekend majowy przerzucałam oponę...

wtorek, 13 maja 2014

Recenzja: CC Cream od Bielendy

Multifunkcyjny krem CC 10w1, Bielenda


Od producenta:

Zawiera: Kwas Hialuronowy, Troxyrutynę i Alantoinę.

Krem jest bezpieczny dla skóry wrażliwej.
0% parabenów 0% sztucznych barwników 0% oleju parafinowego 0% PEG
(źródło: strona producenta)


 Opakowanie: Ładna, wręcz "elegancka" tubka (mam na myśli złotą zakrętkę), nie ma problemu z wydobyciem produktu.

Zapach: Bardzo ładny, delikatny i bardzo przyjemny. Utrzymuje się na twarzy, co dla mnie jest atutem. Bardzo lubię mieć na twarzy ten lekki kremik, właśnie dzięki zapachowi :D

Konsystencja: Lekka, dość wodnista, nie trzeba dużo żeby pokryć twarz. Najgorsze jest to, że zdarza się, że "wycieka" tj powietrze się dostaje i samoczynnie wyciska produkt, przez co zakrętka od wewnątrz jest zawsze pełna:> 

Działanie: Nic złego nie robi, lekko tonuje twarz, ale też nie ma jakiś mega właściwości. Nadaje się pod makijaż. Solowo też można go użyć (bez obaw, nie wygląda się po jego użyciu jak Shrek:D) aczkolwiek jak dla mnie po jego nałożeniu mam uczucie świeżości na twarzy - to chyba zasługa zapachu! Z drugiej strony nie mam aż tak wielu niedoskonałości i popękanych naczynek żeby móc w 100% ocenić jego działanie.


(jak widać, na skórze dłoni, właściwie nie ma różnicy po rozsmarowaniu kremu)

 Opinia: W sumie zakup był dość przypadkowy, aczkolwiek nie żałuję, bo naprawdę lubię efekt po nałożeniu kremu. Dzięki bardzo lekkiej formule, prawie w ogóle go nie odczuwam na twarzy, a tylko zapach daje mi to do zrozumienia. Nawilżenie jest przyzwoite, a pod podkład nadaje się bardzo dobrze:) Niekoniecznie kupię kolejne opakowanie, bo po prostu uważam ten kremik w moim przypadku za zbędny:)

piątek, 2 maja 2014

Recenzja: Spray dodający włosom objętości, Marion

Spray dodający włosom objętości, Marion


 Spray dzięki zastosowaniu innowacyjnych składników aktywnych, zapewnia uzyskanie efektu zwiększonej objętości włosów. Specjalnie ukierunkowany aplikator umożliwia precyzyjną aplikację produktu u nasady włosów, przez co fryzura zyskuje lekkość i puszystość. Dodatkowo unikalna formuła zawiera kopolimery, które chronią włosy przed działaniem wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki, dzięki czemu włosy są mocniejsze, sprężyste i lśnią zdrowym blaskiem.
Efekt na włosach:
- większa objętość
- uniesienie u nasady
- wzmocnienie i połysk.

Skład: Aqua,Polyquaternium-4/Hydroxypropyl Starch Copolymer, Trimethylsilylmodimethico ne and C11-15 Pareth-5 and C11-15 Pareth-8 C11-15 Pareth-9, Polyquaternium-22,Creatine, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Propylene Glycol, Parfum, Citric Acid, Triethanolamine, Methylisothiazolinone, Hexyl Cinnamal, Alpha- Isomethyl Ionone, Coumarin.

źródło: wizaż.pl


Opakowanie: Wizualnie nie zwraca szczególnie swojej uwagi, ciekawy atomizer, aczkolwiek jego osłonka niewygodna, trzeba uważać, żeby nie ściągnąć całego atomizera ;d Niby ma ułatwić aplikacje produktu, aczkolwiek nie jestem do końca pewna, czy to coś zmienia.. :P

Zapach: Kolejny kosmetyk, w którym zapach mnie urzekł :D szkoda, że zapach się nie utrzymuje dłużej na głowie. Dość mocno perfumowany, ale ten zapach jest naprawdę fajny :) Ciężko mi go do czegoś porównać, niby jak kosmetyk fryzjerski jednak ma w sobie coś z damskich perfum :D 

Działanie: Nie do końca wiem jak z tą termochroną, bo w ostatnim czasie rzadko używam prostownicy i suszarki. Aczkolwiek po spryskaniu i wyprostowaniu włosy wydają się być w całkiem dobrej kondycji, błyszczące i lejące :) Co do dodawania objętości. Hmm coś tam próbuje zdziałać, ale moje włosy są chyba za gęste i grube przez co efekt nie jest aż tak oszałamiający. 

Opinia: Ogólnie jestem zadowolona. Nie jest to żadna rewelacja, ale cena i zapach przemawiają, za tym produktem. Kupiłam ten spray, bo nie było tej termoochrony z Mariona w czerwonej buteleczce, więc możecie wywnioskować, że w tym produkcie chodzi mi głównie o zniwelowanie negatywnych skutków prostownicy itp. A i uważam, że w tym względzie się sprawdza. Najważniejsze, że nie obciąża (a wiele produktów termoochronnych ma ku temu tendencje).

Ocena: 4/5

środa, 30 kwietnia 2014

Recenzja: Micelarny żel nawilżający, Bebeauty

 Micelarny żel nawilżający, BeBeauty


 Od producenta/Skład:

Opakowanie: Dosyć duża tubka, z miękkiego plastiku. Nie ma problemu z wydobyciem produktu. Wizualnie szału nie robi, czyli tak jak reszta produktów biedronkowych (BeBeauty) :)
Zapach: Od razu polubiłam! Delikatny, aczkolwiek bardzo przyjemny, przyznam szczerze, że jest to jeden z aspektów, dla których sięgam po ten produkt!
Konsystencja: żelowa, nie spływa z dłoni, dobrze się rozprowadza po twarzy. Dzięki konsystencji produkt jest dość ekonomiczny, bo nie trzeba go zbyt wiele aby umyć twarz.


Działanie: Powiem tak, przy pierwszym zetknięciu z tym produktem liczyłam na cuda, aczkolwiek za tą cenę to i tak jest dobry (ale cudów nie ma). Z wodoodpoprnymi kosmetykami (mam na myśli głównie eyeliner w żelu z essence) to sobie nie radzi, z całą resztą jest ok (zresztą macie poniżej zdjęcia mojej ręki po swatchach cieni z poprzedniego postu:P). Nie podoba mi się to, że piecze mnie w oczy aczkolwiek już przy drugim opakowaniu nauczyłam się z niego korzystać jak ze zwykłego żelu do mycia twarzy, o przyjemnym zapachu. Resztki makijażu (podkład itp) domywa bardzo ładnie, a rano fajnie odświeża buzię.




Opinia: Przy pierwszej tubce myślałam, że będę miała cudowne dwa w jednym i jak będę na wyjeździe to nie będę musiała ze sobą wozić osobno płynu micelarnego i osobno żelu do mycia. No niestety do zmywania oczu się nie nadaje (a próbowałam zarówno bezpośrednio jak i z użyciem wacika). Jednak jak już wspomniałam, po ten żel sięgnęłam drugi raz bo mimo wszystko go polubiłam. Pisałam, że piecze w oczy, ale to w bezpośrednim starciu. Jak jest "rozrobiony" z wodą to można nim myć okolice oczu (powieki, pozostałości po tusz) i nie ma źle (no chyba, że wpadnie nam do oczu:D). Ogólnie za taką cenę jest wart uwagi:)
Ocena: 4/5

Zajrzę do Was jak tylko będę miała możliwość, bo weekend majowy spędzam u swojego TŻ :)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Recenzja: Paleta cieni w naturalnych odcieniach, nude make up kit, Lovely

Paleta cieni w naturalnych odcieniach, nude make up kit, Lovely


Opakowanie: W porównaniu do poprzednika wypada naprawdę słabo. Zarówno z trwałością plastiku jak i stroną graficzną. Słabo do mnie przemawia. Zresztą w kwestii trwałości sami możecie zauważyć pęknięcia z przodu. W środku dwustronna pacynka, której tak jak poprzednio użyłam tyle co do swatchy. Cienie mają 1,3 g :)

Struktura: Delikatne, satynowe, te z drobinkami nieco się kruszą, aczkolwiek konsystencje mają raczej wilgotną niż sypką. Nie stwarzają problemów w kontakcie z pędzelkiem, trochę pylą przy blendowaniu (ale mało jest cieni, które nie pylą podczas malowania i mieszania). Maty są bardziej zbite, ale również delikatne i bardzo "zmielone".


Pigmentacja: Jestem w ogromnym szoku. Zarówno te z drobinkami jak i maty są naprawdę dobrze napigmentowane. Baza jest im niepotrzebna (w niewielkim stopniu podbija i spaja cień, aczkolwiek wpływa na trwałość). Łatwo się z nimi współpracuje, ładnie się mieszają i nakładają.

Trwałość: Nie miałam okazji zbyt dużo je testować, aczkolwiek tyle co ich używałam to byłam zadowolona z trwałości (oczywiście mówię o używaniu ich z bazą - w sumie żadnych cieni nie nakładam bez bazy). Nie mam im nic do zarzucenia w tej kwestii. 


Opinia: Jedyne do czego mogę się przyczepić to jakość i wygląd opakowania, aczkolwiek w żadnym wypadku nie ma to wpływu na zawartość. Cienie jak na tą półkę cenową są naprawdę świetne. Nie dość, że kolorystyka moja tak i trwałość, nakładanie super. Mogę spokojnie polecić :)

Ocena: 5-/5 - minus za pudełeczko!

sobota, 26 kwietnia 2014

Pomysł na śniadanie: gotowany sernik!

Wprowadzam serię postów kulinarnych. 
Będą to raczej dietetyczne/zdrowe posiłki. 

Pomysł na śniadanie:
Gotowany sernik


Będzie nam potrzebne:

[ baza ] 
- 250g chudego twarogu
- jajo
- kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej
- 100ml mleka 0,5%

[ dodatki - wedle uznania - u mnie: ]
- łyżeczka esencji waniliowej
- 2 łyżki wiórek kokosowych
- stevia do smaku - z dwie łyżeczki - jak kto lubi
- ze 150g malin mrożonych

+blender
+garnuszek
+miseczka ;P


Sposób przygotowania:

- wszystkie bazowe produkty plus dodatki (za wyjątkiem malin) wkładamy do naczynia i blendujemy,
- zblendowaną masę przelewamy do garnuszka i gotujemy na małym ogniu do momentu aż masa zacznie gęstnieć i bulgotać, cały czas mieszając, żeby nie przywierało do garnka,
- gotowy serniczek przelewamy do miseczki, można jeść zarówno na ciepło jak i na zimno, u mnie przeważa opcja druga, ponieważ serniczek robię dzień wcześniej wieczorem, czekam aż przestygnie i wkładam do lodówki, dzięki czemu na drugi dzień rano mogę zaoszczędzić czas i nie martwię się co zjem na śniadanie,
- dodatki - takie jak maliny, inne świeże owoce polecam dać na samą górę :)

Smacznego!

czwartek, 24 kwietnia 2014

Recenzja: Paleta cieni Naked Nudes Eyeshadow Palette, W7

Paleta cieni Naked Nudes Eyeshadow Palette, W7


Opakowanie: Minimalistyczne, ładne, dość solidnie wykonane. Mieści się nawet w małej kosmetyczce. Plastik wygląda na trwały. Cienie mają po 1,4g. W zestawie podwójna "pacynka", którą użyłam chyba tylko do zrobienia swatchy. Opakowanie naprawdę zasługuje na duży plus :) Mało jest takich solidnych paletek.

Struktura:
Cienie są dość mocno zbite, nie pylą. Mają lekko satynowe wykończenie, aczkolwiek daje to całkiem przyjemny efekt. Nie ma problemu aby nakładać je pędzelkiem, problem jest z pigmentacją (o czym za chwilę), stąd ciężko mi się wypowiedzieć np. w kwestii blendowania tych cieni.


Pigmentacja: Niestety tutaj się zaczynają schody. Pigmentacja jest naprawdę niesamowicie słaba, niezależnie czy z bazą czy bez (co możecie zobaczyć poniżej). Wiem, że kolory są dość delikatne, ale w porównaniu do paletki z Lovely (której recenzja pojawi się w następnej kolejności) W7 wypada naprawdę słabo. Muszę się bardzo namęczyć, żeby coś z tych cieni wyciągnąć. Bardziej używam je jako zmatowienie bazy pod resztę makijażu oka..

Trwałość: Przyznam szczerze, że ciężko mi ocenić trwałość cieni, których prawie nie widać. Na bazie, tak jak i większość cieni tak i te się utrzymują. Jedno mogę powiedzieć na pewno - przy użyciu bazy się nie rolują, bez bazy to nawet po nie nie sięgam, szkoda czasu i nerwów:P


Opinia: Sami widzicie, trochę lipa z tymi cieniami. Na swatchu coś tam widać, ale naprawdę musiałam się nagimnastykować by coś z tego wyciągnąć. Myślałam, że będą nieco lepsze. Jako baza innych cieni i rozjaśnienie łuku brwiowego/kącika oka - jak najbardziej. Wyrzucić nie wyrzucę, bo miałam z gorszymi kosmetykami w życiu do czynienia, no ale raczej nie polecam:) Na szczęście nie były drogie, to aż tak nad tym nie płaczę heh.

Ocena: myślę, że 3- to będzie dobra ocena dla tych cieni :) (zastanawiałam się między 2+ a 3-)

środa, 23 kwietnia 2014

Kilka informacji!

Cześć wszystkim!
Piszę, żeby Was poinformować, że u mnie wszystko w porządku, ale póki co skupiłam się na prowadzeniu bloga, właściwie mojego starego photobloga pod kątem ćwiczeń i jedzenia -> klik. Myślałam, żeby tutaj dodawać wpisy z ciekawszymi i zdrowymi przepisami, ale to zależy od Was. Nie chcę zakładać nowego bloga, bo tak naprawdę ten też jest z tematyką ogólną, kosmetyki głównie, no ale nie wyłącznie! :) Więc żeby częściej do Was zaglądać co myślicie o przepisach, różnych postach - począwszy od kosmetycznych jak wcześniej jak i kulinarnych i dotyczących sportu ?
Pytam Was o zdanie, bo w końcu nie prowadzę tego bloga tylko dla siebie.

W końcu się spięłam i mam zamiar nadrobić z kilkoma projektami szablonów/nagłówków.
Postaram się dzisiaj porobić zdjęcia do recenzji, z którymi się zbieram i zbieram i mi nie idzie.. Przepraszam.. 

No i poza tym planuję na wakacje poważniejszy projekt ze swoim TŻ. Związany właśnie ze sportem i zdrowym stylem życia.. Heh ciekawe co z tego wyjdzie.

Czekam na Wasze odpowiedzi co do postów na blogu!
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego dnia! :*

środa, 9 kwietnia 2014

Mini haul i przerwa w związku z wyjazdem!

Chwalę się chwalę ! Poniedziałek i wtorek były dla mnie dniami małego shoppingu, nie jest to nic szałowego, aczkolwiek ja tam jestem zadowolona:P 

To są niepełne łupy poniedziałkowe:
1. Nadrabiam braki - poprzedni krem do rąk mi się skończył to kupiłam ten od Sweet Secret, mega słodko-budyniowo pachnie! No i standardowe maszynki:) - Hebe
2. Stevia. Naturalny słodzik, przy mojej diecie momentami się przydaje. Kiedyś kupiłam w liściach, ale nie dość, że mi smak nie odpowiadał to zabawa z zaparzaniem też mi nie pasowała.. :) Nie najtańszy, ale też aż tak często po niego nie sięgam:) - Rossman
3. Zabawki dla Zuzi, w końcu jadę w odwiedziny do mojego TŻ, to dla jego siostrzenicy też się coś należy. - Hebe
4,5 - Uwielbiam ten kształt okularów, do tego lustrzane szkła mieniące się na czerwono/pomarańczowo/różowo, już rok temu chciałam takie kupić, ale nigdzie nie umiałam dostać. No i klapeczki w wielokolorową zebrę :) -Sinsay
6. W końcu dorwałam niedrogi top do ćwiczeń, jestem mega zadowolona, myślę, że kupię też czarny z tej serii:) - H&M

Poza tym na zdjęcia nie załapały się zwykłe szare getry i podkoszulka (z przeznaczeniem do spania) z Pepco, no i fioletowo różowy lunchbox za 2zł też z Pepco :D no i kupiłam też białą, klasyczną bokserkę w Sinsay. Zdjęć nie mam bo mam problemy z dobrym sfotografowaniem ubrań...

No a dzień później, czyli wczoraj znowu zahaczyłam o to samo centrum handlowe i Sinsay, dlatego też do moich kwietniowych zakupów doszły spodnie dresowe czarne, ze zwężanymi nogawkami, bluzka z guziczkami, 3/4 rękawa :D no i najlepsze... takie same okulary jak na zdjęciu powyżej tylko całe czarne haha <3 kiedyś muszę zrobić posta o swojej kolekcji okularów :D bo jestem wielbicielką okularów przeciwsłonecznych, zaraz po butach :D

No i tak, miały być recenzje, ale się nie wyrobiłam. Nadrobię po powrocie, bo jadę dzisiaj do TŻ (do wtorku).

Miłego dnia i weekendu :*

niedziela, 6 kwietnia 2014

Troszkę kulinarnie - czyli co jadłam w tym tygodniu, fotomenu!

Dzisiaj post trochę z innej beczki. FotoMenu z tego tygodnia. Czyli co jem:)
Zdrowo nie znaczy nudno, zdrowo znaczy smacznie i kolorowo! 

Śniadania:

Jaglanka * stare jabłko * duuużo cynamonu * serek bieluch 

Jaglanka * truskawki * serek bieluch

Obiady:

 Pierś z kurczaka w przyprawach gotowana na parze * ryż brązowy * sałata, pomidor, ogórek, papryka czerwona, jajko polane sosem balsamicznym

 Pierś z kurczaka smażona na oliwie z oliwek * ryż brązowy * pomidory, papryka czerwona, papryczka peperoni marynowana

Łosoś gotowany na parze * ryż brązowy * brokuły

Pulpety drobiowe * makaron razowy * sos pomidorowy (własnoręcznie wykonany:P)

Wersja obiadowa poza domem, czyli mój LUNCHBOX
Pierś z kurczaka gotowana na parze * ryż brązowy * brokuły

 Roladki z indyka nadziewane serem żółtym i orzechami włoskimi * jajko sadzone * kasza jaglana * sałata, pomidorki koktajlowe i ogórek

 Noga z kurczaka pieczona w rękawie * kasza jaglana * sałata, ogórek i pomidor 

 Poza tym zaliczyłam wypad na dużą waniliową latte do Starbucksa, w przerwie między zajęciami w piątek na uczelni. Dodam, że piję tą kawę za smak a nie "znaczek" (a poznałam ten smak w Irlandii, jak w Polsce prawie o Starbucksie się nie mówiło) :)  A swoją drogą to wydatek nie na moją studencką kieszeń :P Ale od czasu do czasu WARTO :)

Co do postu muszę przyznać, że ostatnio wielką frajdę sprawia mi robienie zdjęć potrawą i mam zamiar coraz częściej i lepiej się w to "bawić" :) a już pominę fakt, że uwielbiam jak to co jem wygląda ładnie:) 
Jak chcecie być na bieżąco z moimi obiadkami to zapraszam na mojego INSTA, bo tam to szaleję ze zdjęciami ilustrującymi moje posiłki :D


W najbliższym czasie kilka recenzji.

Pozdrawiam Was serdecznie:*


sobota, 5 kwietnia 2014

Recenzja: Redukujący naczynka koncentrat z rutyną, Farmona

Zbierałam się za napisanie tej recenzji i zbierałam, a zebrać się nie mogłam, na szczęście przyszła ta chwila!
Myślałam, że ten problem nie będzie mnie dotyczył, aczkolwiek przy mocniejszym wysiłku fizycznym zauważyłam, że w okolicach skroni i pod oczami pojawiają się u mnie czerwone plamki. W sumie moja mama ma cerę naczynkową, ja mam mieszaną więc i kwestia naczynek mnie dotknęła hehe, no i w tym momencie z pomocą przyszedł ten niepozorny "żel".

Redukujący naczynka koncentrat z rutyną, Farmona


Od producenta:


Skład:
Aqua * Propylene Glycol * Aesculus Hippocastanum Extract * Soy Lecithin * Troxerutin * Eleutherococcus Root Extract * Cratageus Monogyna Extract * Dizolidinyl Urea * Methylparaben * Propylparaben * Xanthan Gum * Ginkgo Biloba Extract * Glycerin * Panthenol * Acrylates/ C10-C30 Aklyl Acrylate Crosspolymer * Iodopropyl Butylcarbamate * Allantoin * Xanthan Gum * Parfum * Sodium Hydroxide * Disodium Edta


Opakowanie: Nieduża, 20 ml tubka. Miękka, produkt łatwo wycisnąć. Jeśli chodzi o grafikę to skromna, w kolorystyce bieli, czerwieni i różu (interpretuję to jako nawiązanie do naczynek).
Zapach: Bardzo delikatny, ledwo wyczuwalny i przede wszystkim bardzo przyjemny dla nosa.
Konsystencja: Delikatna, żelowa, lekko wodnista przy rozprowadzaniu i tak jakby "klejąca". Kosmetyk wchłania się szybko i jest wydajny, ponieważ niewiele go potrzeba żeby rozprowadzić na zaczerwienieniach.
Działanie: Moje zmiany nie są mocne, aczkolwiek sam fakt pojawienia się ich przy podniesieniu ciśnienia i wysiłku mnie irytuje. Też koncentrat okazał się dla mnie zbawieniem, wystarczy, że smaruję pęknięte naczynka tym żelem - 2-3 dni (rano, wieczór) i naprawdę śladu po nich nie mam, wcześniej (bez używania tego produktu) czas ich "blednięcia" był nieco dłuższy. 


Opinia: Dla mnie produkt bomba. Ratuje mnie w nagłych przypadkach. Zaczerwienienia nie pojawiają się często, jednak jak już są to chcąc się ich szybko pozbyć sięgam po ten kosmetyk, a póki co mnie nie zawiódł :)  Nie wiem jak się sprawdza przy większych zmianach, ale przy lekkich polecam z czystym sumieniem!
Ocena: 5/5 

W przyszłym tygodniu jadę do TŻ prawie na tydzień, ale postaram się przygotować na ten czas kilka recenzji, bo już wyrobiłam sobie zdanie na temat kilku produktów, które w ostatnim czasie nabyłam:)

INSTAGRAM 

wtorek, 1 kwietnia 2014

Trening P90X3 - co to w ogóle jest ?


P90X3 co to jest ? 
P90X3 to program treningowy składający się z 16 filmów trwających [jedynie] 30 minut!
W programie tym mamy do wyboru cztery rodzaje kalendarzy, ułożonych pod nasze wymagania. Jest program klasyczny (o umiarkowanym stopniu intensywności), podwójny (dla osób mających czas, chęci i pragnących jeszcze lepszych efektów), na szczupłą sylwetkę (dużo cardio) i na rzeźbę :) Program trwa 15 tygodni, a treningi robimy w tym czasie dzień w dzień :) Są dni kiedy wysiłek jest bardzo niewielki - trening jogi, pilatesu czy też ćwiczenia izometryczne, a są dni kiedy intensywność jest naprawdę duża. Niby 30 minut, a po tym czasie pot leje się nie tylko po twarzy jak i po całym ciele. Każdy miesiąc trwania P90X3 jest nieco inny (co sprawia, że ćwiczenia się nie nudzą i nie popadamy w rutynę, poza tym wiadomo każdy program angażuje inne mięśnie, co za tym idzie ciało nie przyzwyczaja się do treningów). 

Treningi prowadzone są przez Tonego Hortona (to on ułożył te programy treningowe) czyli przez amerykańskiego trenera fitnessu. 

Jak wygląda trening ?

-na początku rozgrzewka
-właściwa część treningu
-w co niektórych programach jest tzw. "burnout" czyli maksymalne spalanie
-"cooldown" czyli rozciąganie, głębokie oddechy itp, czyli część mająca uspokoić i "schłodzić" organizm po treningu 

Na ekranie widzimy 4 osoby - w różnych proporcjach, oczywiście "trener" i trzy osoby ćwiczące (czasami 2 kobiety, 1 mężczyzna, czasami odwrotnie). Trójka osób, które ćwiczą charakteryzuje się też różnym poziomem trudności w wykonywanych ćwiczeniach - dlatego treningi są dla każdego, zarówno osób zaczynających przygodę z ćwiczeniami, jak i tych bardziej zaawansowanych. Tak więc sami dobieramy dla siebie poziom trudności wykonywanych ćwiczeń.

Co jest potrzebne do treningów ?

-mata do ćwiczeń (na początku ćwiczyłam bez, normalnie na podłodze i dałam radę, dla zwiększenia komfortu kupiłam taką matę)
-hantelki (w tej roli bardzo dobrze sprawdzają się butelki wody mineralnej, sama tak też na początku robiłam, z czasem kupiłam 2kg hantelki)
-guma do ćwiczeń (w sumie może ona zastępować ćwiczenia z hantelkami i podciąganie się - ja podciągać się nie umiem więc ćwiczyłam właśnie z gumą)
-drążek do podciągania
-wygodne buty (Tony Horton powtarza, że NIE powinny być to buty do biegania, a jakieś sportowe, halowe, o grubszej podeszwie) 
-co jeszcze ? przede wszystkim CHĘCI ! i pozytywne nastawienie ;)



Jakie są efekty ?

W internecie jest pełno metamorfoz osób trenujących z P90X3 i efekty są oszałamiające.
Ja, z racji że jestem już po 3 miesiącach treningów z tym programem (dokładnie z kalendarzem na szczupłą sylwetkę) podsumuję to tak:
-efekty są, przede wszystkim poprawiłam się kondycyjnie i wydolnościowo,
-przy odpowiedniej diecie, po dwóch miesiącach miałam naprawdę świetne efekty (niestety w ostatnim miesiącu moja dieta bardzo podupadła, miałam spadek formy i mimo ćwiczeń progresu nie było)
-polecam ten program osobom, które nie mają czasu na ćwiczenia, uwierzcie - 30 minut dziennie zawsze się znajdzie tylko trzeba znaleźć siły (psychiczne) żeby się zmotywować i ćwiczyć sumiennie dzień w dzień:)
-co do efektów z internetu - nie wiem, może wykonując ćwiczenia na tym najwyższym poziomie jest szansa wyglądać tak jak na zdjęciach no ale przede wszystkim trzeba trzymać się czystej i lekkiej diety (bez podjadania itp, poza tym P90X ma też własna dietę i suplementy diety także no.. sami wiecie)

Gdzie dostępne są te filmy ?

Tu jest minus, nie ma ich na YouTubie, więc trzeba szukać ich we własnym zakresie, mi na szczęście zdobył je mój TŻ :)

Czy jestem zadowolona ?

Tak i to bardzo. Żałuję tylko, że mi nie wyszło z ostatnim miesiącem.. Aczkolwiek od wczoraj zaczęłam kolejne 3 miesiące z P90X3, tym razem wybrałam kalendarz na "rzeźbę" no i dodatkowo robię pojedyncze treningi z Mel B :) Zobaczymy jak to będzie, postaram się dzielić efektami :) 

W razie pytań piszcie, ten tekst opracowałam na podstawie swoich doświadczeń z P90X3

poniedziałek, 31 marca 2014

Wygrana z rozdania!

Hello ! Dzisiaj przyszła do mnie wygrana z rozdania na fabooku od mojej imienniczki z bloga: one-more-dress.blogspot.com :* Dziękuję ! Heh;*
Poza tym dzisiaj od początku zaczynam wyzwanie, ćwiczenia z P90X3 + Mel B, jutro postaram się napisać coś o ćwiczeniach jakie robię :) I może jakiś makijaż z wykorzystaniem zawartości paczuszki :D


A teraz przedstawiam zawartość paczuszki:

 Oba mam już na pazurkach, fiolet u rąk, ten burgund(?!) u nóg - fajnie się mieni :D a fiolecik kojarzy mi się z moją ukochaną milką <3 nie mogę jeść słodyczy to mam je na paznokciach :D 

 Kolejny błyszczyk do kolekcji, bardzo podoba mi się ta czerwień na ustach !

 Cienie od wibo :)

 Baza rozświetlająca - w sam raz na słoneczne dni :)
Twarz będzie wyglądała na rozpromienioną :)

 Carmex mi się kończy i potrzebowałam na już czegoś do ochrony ust - i proszę bardzo ! :) 

No i sławna w blogosferze paletka "nude make up kit" od lovely !

Pozdrawiam i miłego dnia życzę;*