sobota, 17 maja 2014

Recenzja: Olejek arganowy

100% kosmetyczny olej arganowy  tłoczony na zimno

Opakowanie: Zwyczajna buteleczka, różni się tylko w zależności od pojemności (większa pojemność, jest w szklanej i ciemnej buteleczce..)

Zapach: haha no to nie jest plus tego olejku, bo zapach jest naprawdę mało o ile w ogóle atrakcyjny.. Nie będę pisała moich skojarzeń... Hahaha aczkolwiek nie jestem sama jeśli chodzi o skojarzenia z związane z zapachem. Na szczęście nie utrzymuje się na włosach - bo właściwie tylko do włosów go stosuję..

Konsystencja: Taka jak na olejek przystało, dość płynna, dobrze się wchłania we włosy. Bardzo ekonomiczny - stosuję po każdym myciu na końcówki od paru miesięcy i nawet połowa nie ubyła ;)

Działanie: Z racji, że już długo z niego korzystam, mogę przyznać, że działanie jest bardzo dobre. Włosy mi się mniej rozdwajają :) co mnie bardzo cieszy:) 


Opinia: Mimo zapachu jestem BARDZO zadowolona z efektów na moich włosach (końcówkach), w ostatnim czasie po dość dużej ilości zabiegów (rozjaśnianie) na moich włosach ten olejek sprawdza się świetnie :)

Ocena: 5/5

czwartek, 15 maja 2014

Trochę prywaty, czyli jak spędziłam weekend majowy!

Moja przerwa w prowadzeniu spowodowana była w dużej mierze wyjazdem do Kępna (TŻ) na weekend majowy. A potem przez tydzień nie umiałam wrócić do standardowego trybu życia hehe, w sumie zawsze po powrocie z Kępna nie umiem w domu normalnie funkcjonować:>

Przejdę do konkretów.
Weekend spędziłam u swojego TŻ, mimo niekorzystnej aury było bardzo aktywnie. Codzienne treningi z moim trenerem personalnym - to lubię! :)

Przy okazji konkursu w jakim wzięłam udział na sfd.pl potrzebowałam zdjęcia, stąd mam dość obszerną fotorelacje z jednego treningu :D hehe  Czyli CrossFit power ! :D










I żeby nie było, że przez cały weekend majowy przerzucałam oponę...

wtorek, 13 maja 2014

Recenzja: CC Cream od Bielendy

Multifunkcyjny krem CC 10w1, Bielenda


Od producenta:

Zawiera: Kwas Hialuronowy, Troxyrutynę i Alantoinę.

Krem jest bezpieczny dla skóry wrażliwej.
0% parabenów 0% sztucznych barwników 0% oleju parafinowego 0% PEG
(źródło: strona producenta)


 Opakowanie: Ładna, wręcz "elegancka" tubka (mam na myśli złotą zakrętkę), nie ma problemu z wydobyciem produktu.

Zapach: Bardzo ładny, delikatny i bardzo przyjemny. Utrzymuje się na twarzy, co dla mnie jest atutem. Bardzo lubię mieć na twarzy ten lekki kremik, właśnie dzięki zapachowi :D

Konsystencja: Lekka, dość wodnista, nie trzeba dużo żeby pokryć twarz. Najgorsze jest to, że zdarza się, że "wycieka" tj powietrze się dostaje i samoczynnie wyciska produkt, przez co zakrętka od wewnątrz jest zawsze pełna:> 

Działanie: Nic złego nie robi, lekko tonuje twarz, ale też nie ma jakiś mega właściwości. Nadaje się pod makijaż. Solowo też można go użyć (bez obaw, nie wygląda się po jego użyciu jak Shrek:D) aczkolwiek jak dla mnie po jego nałożeniu mam uczucie świeżości na twarzy - to chyba zasługa zapachu! Z drugiej strony nie mam aż tak wielu niedoskonałości i popękanych naczynek żeby móc w 100% ocenić jego działanie.


(jak widać, na skórze dłoni, właściwie nie ma różnicy po rozsmarowaniu kremu)

 Opinia: W sumie zakup był dość przypadkowy, aczkolwiek nie żałuję, bo naprawdę lubię efekt po nałożeniu kremu. Dzięki bardzo lekkiej formule, prawie w ogóle go nie odczuwam na twarzy, a tylko zapach daje mi to do zrozumienia. Nawilżenie jest przyzwoite, a pod podkład nadaje się bardzo dobrze:) Niekoniecznie kupię kolejne opakowanie, bo po prostu uważam ten kremik w moim przypadku za zbędny:)

piątek, 2 maja 2014

Recenzja: Spray dodający włosom objętości, Marion

Spray dodający włosom objętości, Marion


 Spray dzięki zastosowaniu innowacyjnych składników aktywnych, zapewnia uzyskanie efektu zwiększonej objętości włosów. Specjalnie ukierunkowany aplikator umożliwia precyzyjną aplikację produktu u nasady włosów, przez co fryzura zyskuje lekkość i puszystość. Dodatkowo unikalna formuła zawiera kopolimery, które chronią włosy przed działaniem wysokiej temperatury podczas używania suszarki, prostownicy lub lokówki, dzięki czemu włosy są mocniejsze, sprężyste i lśnią zdrowym blaskiem.
Efekt na włosach:
- większa objętość
- uniesienie u nasady
- wzmocnienie i połysk.

Skład: Aqua,Polyquaternium-4/Hydroxypropyl Starch Copolymer, Trimethylsilylmodimethico ne and C11-15 Pareth-5 and C11-15 Pareth-8 C11-15 Pareth-9, Polyquaternium-22,Creatine, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Propylene Glycol, Parfum, Citric Acid, Triethanolamine, Methylisothiazolinone, Hexyl Cinnamal, Alpha- Isomethyl Ionone, Coumarin.

źródło: wizaż.pl


Opakowanie: Wizualnie nie zwraca szczególnie swojej uwagi, ciekawy atomizer, aczkolwiek jego osłonka niewygodna, trzeba uważać, żeby nie ściągnąć całego atomizera ;d Niby ma ułatwić aplikacje produktu, aczkolwiek nie jestem do końca pewna, czy to coś zmienia.. :P

Zapach: Kolejny kosmetyk, w którym zapach mnie urzekł :D szkoda, że zapach się nie utrzymuje dłużej na głowie. Dość mocno perfumowany, ale ten zapach jest naprawdę fajny :) Ciężko mi go do czegoś porównać, niby jak kosmetyk fryzjerski jednak ma w sobie coś z damskich perfum :D 

Działanie: Nie do końca wiem jak z tą termochroną, bo w ostatnim czasie rzadko używam prostownicy i suszarki. Aczkolwiek po spryskaniu i wyprostowaniu włosy wydają się być w całkiem dobrej kondycji, błyszczące i lejące :) Co do dodawania objętości. Hmm coś tam próbuje zdziałać, ale moje włosy są chyba za gęste i grube przez co efekt nie jest aż tak oszałamiający. 

Opinia: Ogólnie jestem zadowolona. Nie jest to żadna rewelacja, ale cena i zapach przemawiają, za tym produktem. Kupiłam ten spray, bo nie było tej termoochrony z Mariona w czerwonej buteleczce, więc możecie wywnioskować, że w tym produkcie chodzi mi głównie o zniwelowanie negatywnych skutków prostownicy itp. A i uważam, że w tym względzie się sprawdza. Najważniejsze, że nie obciąża (a wiele produktów termoochronnych ma ku temu tendencje).

Ocena: 4/5

środa, 30 kwietnia 2014

Recenzja: Micelarny żel nawilżający, Bebeauty

 Micelarny żel nawilżający, BeBeauty


 Od producenta/Skład:

Opakowanie: Dosyć duża tubka, z miękkiego plastiku. Nie ma problemu z wydobyciem produktu. Wizualnie szału nie robi, czyli tak jak reszta produktów biedronkowych (BeBeauty) :)
Zapach: Od razu polubiłam! Delikatny, aczkolwiek bardzo przyjemny, przyznam szczerze, że jest to jeden z aspektów, dla których sięgam po ten produkt!
Konsystencja: żelowa, nie spływa z dłoni, dobrze się rozprowadza po twarzy. Dzięki konsystencji produkt jest dość ekonomiczny, bo nie trzeba go zbyt wiele aby umyć twarz.


Działanie: Powiem tak, przy pierwszym zetknięciu z tym produktem liczyłam na cuda, aczkolwiek za tą cenę to i tak jest dobry (ale cudów nie ma). Z wodoodpoprnymi kosmetykami (mam na myśli głównie eyeliner w żelu z essence) to sobie nie radzi, z całą resztą jest ok (zresztą macie poniżej zdjęcia mojej ręki po swatchach cieni z poprzedniego postu:P). Nie podoba mi się to, że piecze mnie w oczy aczkolwiek już przy drugim opakowaniu nauczyłam się z niego korzystać jak ze zwykłego żelu do mycia twarzy, o przyjemnym zapachu. Resztki makijażu (podkład itp) domywa bardzo ładnie, a rano fajnie odświeża buzię.




Opinia: Przy pierwszej tubce myślałam, że będę miała cudowne dwa w jednym i jak będę na wyjeździe to nie będę musiała ze sobą wozić osobno płynu micelarnego i osobno żelu do mycia. No niestety do zmywania oczu się nie nadaje (a próbowałam zarówno bezpośrednio jak i z użyciem wacika). Jednak jak już wspomniałam, po ten żel sięgnęłam drugi raz bo mimo wszystko go polubiłam. Pisałam, że piecze w oczy, ale to w bezpośrednim starciu. Jak jest "rozrobiony" z wodą to można nim myć okolice oczu (powieki, pozostałości po tusz) i nie ma źle (no chyba, że wpadnie nam do oczu:D). Ogólnie za taką cenę jest wart uwagi:)
Ocena: 4/5

Zajrzę do Was jak tylko będę miała możliwość, bo weekend majowy spędzam u swojego TŻ :)

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Recenzja: Paleta cieni w naturalnych odcieniach, nude make up kit, Lovely

Paleta cieni w naturalnych odcieniach, nude make up kit, Lovely


Opakowanie: W porównaniu do poprzednika wypada naprawdę słabo. Zarówno z trwałością plastiku jak i stroną graficzną. Słabo do mnie przemawia. Zresztą w kwestii trwałości sami możecie zauważyć pęknięcia z przodu. W środku dwustronna pacynka, której tak jak poprzednio użyłam tyle co do swatchy. Cienie mają 1,3 g :)

Struktura: Delikatne, satynowe, te z drobinkami nieco się kruszą, aczkolwiek konsystencje mają raczej wilgotną niż sypką. Nie stwarzają problemów w kontakcie z pędzelkiem, trochę pylą przy blendowaniu (ale mało jest cieni, które nie pylą podczas malowania i mieszania). Maty są bardziej zbite, ale również delikatne i bardzo "zmielone".


Pigmentacja: Jestem w ogromnym szoku. Zarówno te z drobinkami jak i maty są naprawdę dobrze napigmentowane. Baza jest im niepotrzebna (w niewielkim stopniu podbija i spaja cień, aczkolwiek wpływa na trwałość). Łatwo się z nimi współpracuje, ładnie się mieszają i nakładają.

Trwałość: Nie miałam okazji zbyt dużo je testować, aczkolwiek tyle co ich używałam to byłam zadowolona z trwałości (oczywiście mówię o używaniu ich z bazą - w sumie żadnych cieni nie nakładam bez bazy). Nie mam im nic do zarzucenia w tej kwestii. 


Opinia: Jedyne do czego mogę się przyczepić to jakość i wygląd opakowania, aczkolwiek w żadnym wypadku nie ma to wpływu na zawartość. Cienie jak na tą półkę cenową są naprawdę świetne. Nie dość, że kolorystyka moja tak i trwałość, nakładanie super. Mogę spokojnie polecić :)

Ocena: 5-/5 - minus za pudełeczko!

sobota, 26 kwietnia 2014

Pomysł na śniadanie: gotowany sernik!

Wprowadzam serię postów kulinarnych. 
Będą to raczej dietetyczne/zdrowe posiłki. 

Pomysł na śniadanie:
Gotowany sernik


Będzie nam potrzebne:

[ baza ] 
- 250g chudego twarogu
- jajo
- kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej
- 100ml mleka 0,5%

[ dodatki - wedle uznania - u mnie: ]
- łyżeczka esencji waniliowej
- 2 łyżki wiórek kokosowych
- stevia do smaku - z dwie łyżeczki - jak kto lubi
- ze 150g malin mrożonych

+blender
+garnuszek
+miseczka ;P


Sposób przygotowania:

- wszystkie bazowe produkty plus dodatki (za wyjątkiem malin) wkładamy do naczynia i blendujemy,
- zblendowaną masę przelewamy do garnuszka i gotujemy na małym ogniu do momentu aż masa zacznie gęstnieć i bulgotać, cały czas mieszając, żeby nie przywierało do garnka,
- gotowy serniczek przelewamy do miseczki, można jeść zarówno na ciepło jak i na zimno, u mnie przeważa opcja druga, ponieważ serniczek robię dzień wcześniej wieczorem, czekam aż przestygnie i wkładam do lodówki, dzięki czemu na drugi dzień rano mogę zaoszczędzić czas i nie martwię się co zjem na śniadanie,
- dodatki - takie jak maliny, inne świeże owoce polecam dać na samą górę :)

Smacznego!